21 sie 2010

Recenzja słuchawek Vedia SRS-300

Wstęp

Model SRS-300 to najnowszy model słuchawek w ofercie naszej rodzimej firmy VEDIA. Będą one najprawdopodobniej sprzedawane jedynie w formie OEM (dołączane do odtwarzacza), zatem nie będzie w recenzji miejsca na opis wyglądu i zawartości pudełka. „Trzysetki” są następcami całkiem udanego modelu SRS-200. Jednak nawet w tak popularnym na forum modelu SRS-200 nie uniknięto kilku błędów. A jak jest w nowszym produkcie?

Wygląd i wygoda

Słuchawki dotarły do mnie w niewielkiej kopercie. W środku znalazłem małą torebkę z naklejką głoszącą dumnie „VEDIA SRS-300 OEM”. W torebce były słuchawki i para gąbek. Niby skromnie, ale w produktach OEM to raczej standard. Same słuchawki nie wyglądają najgorzej (choć w tym aspekcie „200” kładą je na łopatki). Matowa obudowa wygląda na bardzo solidną i wytrzymałą. Wielkie, białe logo VEDIA na obu słuchawkach zdecydowanie dodaje im uroku. Mój ojciec wytknął mi jednak pewną wadę SRS-300. Oznaczenia „L” i „R” byłyby lepiej widoczne gdyby nie było wokół nich tego kółka, albo gdyby miało ono większą średnicę. Teraz zlewa się ono z literą i utrudnia odczyt osobom ze słabszym wzrokiem (choć i tak widać znaczny postęp w stosunku do modelu SRS-200 w których to ja, o nienagannym wzroku miałem problem z dostrzeżeniem maleńkich wytłoczek z literkami na gumowej części obudowy). Kabel jest zakończony złoconym wtykiem kątowym. Nie sprawia on solidnego wrażenia i może łatwo zostać najsłabszym punktem tych słuchawek. Kabel jest elastyczny, łatwo się plącze ale też nie zostają na nim ślady zagięć jak na tym od SRS-200. Wydaje się być znacznie bardziej wytrzymały niż ten cieniutki "sznureczek" z SRS-200.

Kolejne zagadnienie to wygoda słuchawek. Kilku ludzi pisało, że SRS-300 są znacznie wygodniejsze od SRS-200, niestety ja się z tym absolutnie nie zgadzam. SRS-300 mają w moich uszach fatalną tendencję do obluzowywania się i wypadania przy najlżejszym szarpnięciu kablem bądź ruszaniu głową. Jednak to może być tylko i wyłącznie wina moich uszu bo wygoda słuchawek to sprawa bardzo osobista i należy polegać głównie na własnej ocenie.



Brzmienie

W tym akapicie wiele razy posłużę się odwołaniem do wcześniejszego modelu Vedii SRS-200, ponieważ jest to model bardzo popularny wśród forumowiczów i jego brzmienie wiele razy było już opisywane na łamach forum i nie tylko. Pamiętajcie też, że dźwięk rozpatruję w kategorii „pchełek” a nie high-endowych słuchawek nausznych więc pamiętajcie - trochę wyrozumiałości


SRS-300 to słuchawki ciemne jak na pchełki. Bas jest dobrej jakości, choć mało naturalny. Niskie tony ogólnie podobają mi się znacznie bardziej niż w SRS-200. Średnie tony nie zostają w tyle za basem, są bardzo wyraziste. Średnica jest bardzo ciepła znacznie lepszej jakości niż w SRS-200. Idealnie brzmi gitara klasyczna oraz wokale, które są bardzo ciepłe i wydają się być bardzo blisko słuchacza. Nowy model SRSów znacznie lepiej nadaje się do rocka. Ich brzmienie powoduje, że gitara elektryczna wybija się na pierwszy plan, jest o wiele lepiej słyszalna (np. charakterystyczne brzmienie Slasha). Najwyższe tony to kolejna zaleta SRS-300. Brzmią bardzo dobrze, choć niektóre delikatne akcenty są słabo słyszalne. SRS-300 nie mają tendencji do sybilizacji choć oczywiście takowa czasem się pojawia, w końcu są to tylko pchełki. SRS-300 idealnie nadają się do rocka oraz muzyki w której główny nacisk jest położony na wokale (Katie Melua brzmi świetnie ;)). Bardzo dobrze brzmi też muzyka gitarowa (koncert Unplugged Claptona wgniótł mnie w fotel!) oraz klasyczna. Najgenialniej brzmi jednak blues. Na koniec chciałbym zaznaczyć, że SRS-300 niezbyt dobrze zgrywają się z V39 (choć i tak biją SRS-200) jednak z Motorolą E8 Rokr zgrywają się idealnie i koszą SRS-200, są po prostu bezkonkurencyjne (zdziwiło mnie jak świetnie brzmi ten telefon!).



Zakończenie
Na koniec powiem tylko tyle, że nie słyszałem jeszcze lepiej brzmiących pchełek (może dlatego, że nie miałem Yuin PK2 na testach ;)). Nowy model Vedii pozytywnie mnie zaskoczył, może dlatego że wyglądał niepozornie? SRS-300 już przy pierwszym kontakcie uwidaczniają swoją dźwiękową wyższość nad innymi słuchawkami typu pchełki. W kategorii OEM SRS-300 nie mają sobie równych!



Podziękowania dla firmy VEDIA za udostępnienie sprzętu na testy dożywotnie ;)

2 komentarze:

  1. No, za tą cenę, nie ma nic lepszego. Porównywałeś może z jakimiś wyższymi pchełkami sennheisera? Może jakieś audio-techniki? O yuinach nie wspomnę, bo imho mocno przewartościowany sprzęt.

    Wracając do samych srs'ów. Słuchałem z fuzem, z touchem i doszedłem do wniosku, że dobrym partnerem napewno będzie do nich e10. Wniesie trochę uderzenia, wykrystalizuje górę, średnica powinna pozostać bez większych zmian (może się trochę wycofać). Z touchem jest trochę zbyt chłodno, brakuje wypełnienia. Z fuzem z kolei zbyt gęsto...

    Dzięki za bardzo dobrą recenzję i pozdrawiam, rytek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi padły po 2 miesiącach a normalnie sobie w domku słuchałem mpczy. Ten kabel od wtyczki jest wadliwy, kiepsko wykonany nie ma co ukrywać, jaka kasa taka jakość, wracam do Sennheiserków, drogie, ale po kilka lat miałem niektóre, a tu....

    OdpowiedzUsuń