22 sie 2010

Recenzja Vedia Muzzio Cutedocks

Wstęp

Dokanałówki Cutedocks to pierwszy model słuchawek Vedii z nowej linii produktów Muzzio. Charakteryzują się one nietypowym wzornictwem. Są one dostępne w czterech wariantach: Pandy, Biedronki, Świnka i omawiane w tej recenzji Pszczółki. Ich pełną specyfikację można przeczytać na poniższym zdjęciu.



Zawartość opakowania

Słuchawki sprzedawane są w komplecie z minimalnym, koniecznym wyposażeniem. W skład zestawu wchodzą słuchawki VEDIA Muzzio Cutedocks i trzy pary silikonowych gumek w różnych rozmiarach. Myślę, że większości przeciętnych użytkowników do których skierowane są te słuchawki ten komplet w zupełności wystarczy, a ludzie chętniej kupią ten model ponieważ nie muszą płacić za zbędne im akcesoria. Na ogromną pochwałę zasługuje wzornictwo pudełka. Nikt nie przeoczy tak kolorowego pudełka o ciekawym, wesołym designie przechodząc koło setek par słuchawek zapakowanych w przezroczysty blister. Kolejnym plusem jest samo wykonanie pudełka, które jest niesamowicie oszczędne i schludne dzięki czemu nie płacimy za pudełko tylko za same słuchawki. Opakowanie jest wykonane z giętego plastiku z kolorowymi, kartonowymi wkładkami. Za estetykę i ciekawe wzornictwo przy zachowaniu niskich kosztów należą się Vedii brawa!



Jakość wykonania

Słuchawki wykonane są bardzo porządnie. Kabel sprawia wrażenie solidnego, jest elastyczny i śliski i nie ma tendencji do plątania się. Pozłacany wtyk jest, opatrzony logiem Vedii. Biały kabel idealnie pasuje do wyglądu słuchawek choć obawiam się, że łatwo będzie go ubrudzić. Mam kilka zastrzeżeń do gumek. Są one mało elastyczne i delikatne przez co ciężko jest założyć je na słuchawki i łatwo jest je uszkodzić. Mi nie udało się ich założyć bez użycia pęsety.



Na oddzielny akapit zasługuje opis samych słuchawek, w tym wyjątkowym przypadku ma on chyba większe znaczenie niż opis dźwięku. Pszczółki wykonane są precyzyjnie, z najdrobniejszymi detalami. Zwierzątka wyglądają naprawdę uroczo, dodatkowo uroku dodają im gumowe skrzydełka i czułki. Chciałbym w tym miejscu rozwiać obawy niektórych użytkowników na temat odpadających skrzydełek. Są one elastyczne i bardzo solidnie zaklejone w słuchawce więc raczej nie odpadną bez usilnych starań użytkownika ;) Żadne słowa nie opiszą wyglądu tych słuchawek tak dobrze jak zdjęcia które znajdziecie niżej.



Wygoda

Miałem pewne obawy co do tych słuchawek, ponieważ Koss Spark Plug'i skutecznie zniechęciły mnie do doków, na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Słuchawki pewnie leżą w uchu, nie obluzowują się ani nie wypadają. Na pewno dużą rolę ma w tym dobre wykonanie kabla. Nie powodują też one dyskomfortu, nawet po wielu godzinach słuchania. Niemniej SRS-200 to w porównaniu z nimi raj w uszach ;)



Dźwięk

Cutedocksy nigdy nie były zapowiadane jako pogromca Grado czy Sennheisera dlatego podchodziłem do oceny ich dźwięku z pewnym dystansem i pamiętałem, że są to słuchawki skierowane do zwykłych „szarych” użytkowników. Odsłuchu dokonywałem na Vedia V39.

Na pierwszy plan wysuwa się średniej jakości bas. Przykrywa on resztę pasma. Dźwięk jest przez to mało wyrazisty i szczegółowy. Akcenty takie jak tamburyn lub ciche smyczki są całkowicie zagłuszone. Te słuchawki absolutnie nie nadają się do muzyki techno itp. ponieważ dźwięk zlewa się w jednolitą papkę. Całkiem nieźle wypadają jednak na metalu. Tego typu muzyka jest na ogół zimna i Pszczółki znakomicie to tuszują. Na pierwszy plan wysunięte są gitary co bardzo mnie ucieszyło. Wokale są ciepłe, nie doświadczyłem żadnego „tsyczenia” wysokich tonów.



Po czterech dniach kilkugodzinnego słuchania Cutedocksów powróciłem do SRS-200. Dźwięk na nich jest o wiele zimniejszy ale dzięki temu szczegółowy i dynamiczny. Po nasyceniu się basem z Pszczółek pochłaniałem najdrobniejsze smaczki w piosenkach Pink Floyd. Powróciły szczegóły jak delikatne brzmienie gitary akustycznej, słychać nawet kiedy Gilmour uderza w struny.

Podsumowanie

Vedia Muzzio Cutedocks są skierowane do mniej wymagających użytkowników i na pewno zostaną przez nich docenione za niecodzienny, wesoły wygląd. Bardziej czuli na dźwięk i nie gustujący w zwierzaczkach pownni rozejrzeć się za czymś innym.

21 sie 2010

Recenzja słuchawek Vedia SRS-300

Wstęp

Model SRS-300 to najnowszy model słuchawek w ofercie naszej rodzimej firmy VEDIA. Będą one najprawdopodobniej sprzedawane jedynie w formie OEM (dołączane do odtwarzacza), zatem nie będzie w recenzji miejsca na opis wyglądu i zawartości pudełka. „Trzysetki” są następcami całkiem udanego modelu SRS-200. Jednak nawet w tak popularnym na forum modelu SRS-200 nie uniknięto kilku błędów. A jak jest w nowszym produkcie?

Wygląd i wygoda

Słuchawki dotarły do mnie w niewielkiej kopercie. W środku znalazłem małą torebkę z naklejką głoszącą dumnie „VEDIA SRS-300 OEM”. W torebce były słuchawki i para gąbek. Niby skromnie, ale w produktach OEM to raczej standard. Same słuchawki nie wyglądają najgorzej (choć w tym aspekcie „200” kładą je na łopatki). Matowa obudowa wygląda na bardzo solidną i wytrzymałą. Wielkie, białe logo VEDIA na obu słuchawkach zdecydowanie dodaje im uroku. Mój ojciec wytknął mi jednak pewną wadę SRS-300. Oznaczenia „L” i „R” byłyby lepiej widoczne gdyby nie było wokół nich tego kółka, albo gdyby miało ono większą średnicę. Teraz zlewa się ono z literą i utrudnia odczyt osobom ze słabszym wzrokiem (choć i tak widać znaczny postęp w stosunku do modelu SRS-200 w których to ja, o nienagannym wzroku miałem problem z dostrzeżeniem maleńkich wytłoczek z literkami na gumowej części obudowy). Kabel jest zakończony złoconym wtykiem kątowym. Nie sprawia on solidnego wrażenia i może łatwo zostać najsłabszym punktem tych słuchawek. Kabel jest elastyczny, łatwo się plącze ale też nie zostają na nim ślady zagięć jak na tym od SRS-200. Wydaje się być znacznie bardziej wytrzymały niż ten cieniutki "sznureczek" z SRS-200.

Kolejne zagadnienie to wygoda słuchawek. Kilku ludzi pisało, że SRS-300 są znacznie wygodniejsze od SRS-200, niestety ja się z tym absolutnie nie zgadzam. SRS-300 mają w moich uszach fatalną tendencję do obluzowywania się i wypadania przy najlżejszym szarpnięciu kablem bądź ruszaniu głową. Jednak to może być tylko i wyłącznie wina moich uszu bo wygoda słuchawek to sprawa bardzo osobista i należy polegać głównie na własnej ocenie.



Brzmienie

W tym akapicie wiele razy posłużę się odwołaniem do wcześniejszego modelu Vedii SRS-200, ponieważ jest to model bardzo popularny wśród forumowiczów i jego brzmienie wiele razy było już opisywane na łamach forum i nie tylko. Pamiętajcie też, że dźwięk rozpatruję w kategorii „pchełek” a nie high-endowych słuchawek nausznych więc pamiętajcie - trochę wyrozumiałości


SRS-300 to słuchawki ciemne jak na pchełki. Bas jest dobrej jakości, choć mało naturalny. Niskie tony ogólnie podobają mi się znacznie bardziej niż w SRS-200. Średnie tony nie zostają w tyle za basem, są bardzo wyraziste. Średnica jest bardzo ciepła znacznie lepszej jakości niż w SRS-200. Idealnie brzmi gitara klasyczna oraz wokale, które są bardzo ciepłe i wydają się być bardzo blisko słuchacza. Nowy model SRSów znacznie lepiej nadaje się do rocka. Ich brzmienie powoduje, że gitara elektryczna wybija się na pierwszy plan, jest o wiele lepiej słyszalna (np. charakterystyczne brzmienie Slasha). Najwyższe tony to kolejna zaleta SRS-300. Brzmią bardzo dobrze, choć niektóre delikatne akcenty są słabo słyszalne. SRS-300 nie mają tendencji do sybilizacji choć oczywiście takowa czasem się pojawia, w końcu są to tylko pchełki. SRS-300 idealnie nadają się do rocka oraz muzyki w której główny nacisk jest położony na wokale (Katie Melua brzmi świetnie ;)). Bardzo dobrze brzmi też muzyka gitarowa (koncert Unplugged Claptona wgniótł mnie w fotel!) oraz klasyczna. Najgenialniej brzmi jednak blues. Na koniec chciałbym zaznaczyć, że SRS-300 niezbyt dobrze zgrywają się z V39 (choć i tak biją SRS-200) jednak z Motorolą E8 Rokr zgrywają się idealnie i koszą SRS-200, są po prostu bezkonkurencyjne (zdziwiło mnie jak świetnie brzmi ten telefon!).



Zakończenie
Na koniec powiem tylko tyle, że nie słyszałem jeszcze lepiej brzmiących pchełek (może dlatego, że nie miałem Yuin PK2 na testach ;)). Nowy model Vedii pozytywnie mnie zaskoczył, może dlatego że wyglądał niepozornie? SRS-300 już przy pierwszym kontakcie uwidaczniają swoją dźwiękową wyższość nad innymi słuchawkami typu pchełki. W kategorii OEM SRS-300 nie mają sobie równych!



Podziękowania dla firmy VEDIA za udostępnienie sprzętu na testy dożywotnie ;)

20 sie 2010

Recenzja odtwarzacza iRiver P10

Wstęp

Witam w mojej pierwszej recenzji, postaram się w niej opisać jak najdokładniej odtwarzacz iRiver P10. Odtwarzacz ten jest dostępny tylko na rynku azjatyckim, skutkuje to dwoma faktami: jest niezbyt dobrze znany w Polsce i jego menu opisane jest po chińsku ("krzaczki"). Dzięki temu mogłem jednak sprawdzić jak intuicyjny jest interfejs ;)



Pierwsze wrażenie

Z pudła wysłanego przez firmę MIP (pozdrawiam :)) wyjąłem małą, plastikową szkatułkę opakowaną w szary kartonik. W szkatułce znajdował się: odtwarzacz P10, słuchawki, kabelek USB, ładowarka, mini-stojaczek, instrukcja, sterowniki na płytce. Dodatkowo w odtwarzaczu schowany był rysik do obsługi ekranu dotykowego. Odtwarzacz jest bardzo duży i ciężki. Jego wymiary raczej dyskwalifikują go jako player na spacery i raczej nie takie jest jego podstawowe zadanie. P10 sprawia bardzo solidne wrażenie. Biała, matowa obudowa wydaje się być bardzo wytrzymała, nie widać też na niej odcisków palców. Dzięki prostemu designowi odtwarzacz prezentuje się bardzo gustownie. Niestety głośniczek i mikrofon są umieszczone z tyłu obudowy - jest to fatalne miejsce bo są stale zasłaniane dłonią. P10 mimo swoich gabarytów dobrze leży w ręce.

Muzyka

Odtwarzacz gra dobrze, ale bez rewelacji. Zdecydowanie brakowało mi w nim basu. Niestety, przy próbie poprawienia tego za pomocą EQ wyszła na jaw wada odtwarzacza - equalizer powoduje mocne przestery. Długo kombinowałem z różnymi ustawieniami, ale dźwięk zawsze pozostawał zniekształcony. Szczególnie system SRS WOW wprowadzał szumy i trzaski. Kolejną wadą jest czas uruchamiania odtwarzacza - około minutę ładuje się menu główne. Jest to dla mnie duża niedogodność, ponieważ zwykle wychodzę z domu w pośpiechu Na plus zasługuje ekran 'Now Playing' - grafika album-art jest duża i szczegółowa, tagi są duże i czytelne, widać wszystkie ustawienia odtwarzania. Wszystko dzięki dużemu, 4,3" wyświetlaczowi. Pewien tester stwierdził w swojej recenzji, że player jest bardzo głośny. Może i jest ale tylko na dołączonych do zestawu słuchawkach. Nawet na SRS-200 słuchałem na 32/40 głośności. Regulacja głośności jest nieliniowa, od 1 do 10 jest ogromny skok, pomiędzy 30 a 40 prawie nie ma różnicy.



Zdjęcia

Zdjęcia prezentują się znakomicie, w pełni ukazują walory wyświetlacza. Kąty patrzenia są znakomite, kolory nie są przekłamane, na wyświetlaczu widać najmniejsze detale zdjęć. Niestety w "krzaczkowanym" menu nie znalazłem funkcji "powiększ". Bardzo łatwo można natomiast ustawić zdjęcie jako tapetę, służy do tego specjalny przycisk na dolnym pasku.



Filmy

Największą frajdę sprawia na P10 oglądanie filmów. Znakomity wyświetlacz nie jest tu jedynym plusem. Filmy odtwarzane są płynnie, nie uświadczyłem żadnej zacinki. Dodatkowo, wszystkie filmy w .avi jakie miałem na dysku nie wymagały konwersji. Ciekawą funkcjonalnością jest dodawanie zakładek do filmów, bardzo użyteczne gdy chce się wrócić do określonego momentu w filmie.



E-booki

Kolejny ogromny plus należy się P10 za możliwości w zakreise odczytu plików tekstowych. Możemy otwierać pliki txt, doc i CSD. Wszystkie rodzaje plików obsługują polskie znaki. Pliki są wyświetlane jako czarny tekst na białym tle (oprócz CSD, tam tłem może być obraz). Dzięki temu wszystko jest czytelne a wzrok się nie męczy. W plikach doc widoczne są zdjęcia i formatowanie tekstu. Pliki CSD mają opcje odtwarzania dźwięków. Wszędzie możemy dodawać zakładki. Pliki doc możemy dodatkowo powiększać i obracać.



Inne opcje

Tutaj odtwarzacz niczym nie zaskakuje: zegarek, kalendarz, notatnik, dyktafon, głośniczek i opcjonalnie DMB - to wszystko. Brak tu chociażby radia i prostych gier na rysik. Odtwarzacz ma wyjście TV-Out jednak w komplecie nie było odpowiedniego kabelka i nie mogłem tego przetestować. Bardzo ciekawą funkcją jest możliwość konfiguracji menu głównego. Możemy dowolnie przesuwać, zmieniać rozmiary i kolory ikonek. Szkoda, że jest tak mało kolorów do wyboru, ale i tak można stworzyć coś fajnego



Wygoda obsługi

Tu niestety P10 zasługuje na naganę Jak już wspominałem odtwarzacz długo się uruchamia. Kolejną wadą jest krótki czas pracy. Co z tego, że odtwarzanie filmów jest znakomite, jeśli nie uda nam się obejrzeć filmu do końca? Ekran dotykowy to kolejna wada. O obsłudze palcem nie ma mowy, a prostokątny rysik kiepsko się trzyma. Niektóre elementy interfejsu są bardzo małe i ciężko w nie trafić. Twardy dysk 33GB to kolejny kiepski pomysł. Powoduje, że odtwarzacz niesamowicie się grzeje a przy odtwarzaniu muzyki często zaczyna hałasować.

Podsumowanie

iRiver P10 to odtwarzacz o ogromnych możliwościach. Nie ustrzegł się jednak błędów. Jest to jednak znakomity towarzysz dłuższych podróży (zwłaszcza gdy mamy dostęp do prądu ). Nie musimy się jednak martwić, że nie jest dostępny w Polsce, bo z łatwością można znaleźć dla niego dobrą alternatywę. Mam nadzieję, że recenzja Wam się podobała. Dzięki za uwagę!



Na koniec chciałbym serdecznie podziękować firmie Multimedia Intelligent Products za udostępnienie odtwarzacza do testów :)