Witam w mojej pierwszej recenzji, postaram się w niej opisać jak najdokładniej odtwarzacz iRiver P10. Odtwarzacz ten jest dostępny tylko na rynku azjatyckim, skutkuje to dwoma faktami: jest niezbyt dobrze znany w Polsce i jego menu opisane jest po chińsku ("krzaczki"). Dzięki temu mogłem jednak sprawdzić jak intuicyjny jest interfejs ;)
Pierwsze wrażenie
Z pudła wysłanego przez firmę MIP (pozdrawiam :)) wyjąłem małą, plastikową szkatułkę opakowaną w szary kartonik. W szkatułce znajdował się: odtwarzacz P10, słuchawki, kabelek USB, ładowarka, mini-stojaczek, instrukcja, sterowniki na płytce. Dodatkowo w odtwarzaczu schowany był rysik do obsługi ekranu dotykowego. Odtwarzacz jest bardzo duży i ciężki. Jego wymiary raczej dyskwalifikują go jako player na spacery i raczej nie takie jest jego podstawowe zadanie. P10 sprawia bardzo solidne wrażenie. Biała, matowa obudowa wydaje się być bardzo wytrzymała, nie widać też na niej odcisków palców. Dzięki prostemu designowi odtwarzacz prezentuje się bardzo gustownie. Niestety głośniczek i mikrofon są umieszczone z tyłu obudowy - jest to fatalne miejsce bo są stale zasłaniane dłonią. P10 mimo swoich gabarytów dobrze leży w ręce.
Muzyka
Odtwarzacz gra dobrze, ale bez rewelacji. Zdecydowanie brakowało mi w nim basu. Niestety, przy próbie poprawienia tego za pomocą EQ wyszła na jaw wada odtwarzacza - equalizer powoduje mocne przestery. Długo kombinowałem z różnymi ustawieniami, ale dźwięk zawsze pozostawał zniekształcony. Szczególnie system SRS WOW wprowadzał szumy i trzaski. Kolejną wadą jest czas uruchamiania odtwarzacza - około minutę ładuje się menu główne. Jest to dla mnie duża niedogodność, ponieważ zwykle wychodzę z domu w pośpiechu Na plus zasługuje ekran 'Now Playing' - grafika album-art jest duża i szczegółowa, tagi są duże i czytelne, widać wszystkie ustawienia odtwarzania. Wszystko dzięki dużemu, 4,3" wyświetlaczowi. Pewien tester stwierdził w swojej recenzji, że player jest bardzo głośny. Może i jest ale tylko na dołączonych do zestawu słuchawkach. Nawet na SRS-200 słuchałem na 32/40 głośności. Regulacja głośności jest nieliniowa, od 1 do 10 jest ogromny skok, pomiędzy 30 a 40 prawie nie ma różnicy.
Zdjęcia
Zdjęcia prezentują się znakomicie, w pełni ukazują walory wyświetlacza. Kąty patrzenia są znakomite, kolory nie są przekłamane, na wyświetlaczu widać najmniejsze detale zdjęć. Niestety w "krzaczkowanym" menu nie znalazłem funkcji "powiększ". Bardzo łatwo można natomiast ustawić zdjęcie jako tapetę, służy do tego specjalny przycisk na dolnym pasku.
Filmy
Największą frajdę sprawia na P10 oglądanie filmów. Znakomity wyświetlacz nie jest tu jedynym plusem. Filmy odtwarzane są płynnie, nie uświadczyłem żadnej zacinki. Dodatkowo, wszystkie filmy w .avi jakie miałem na dysku nie wymagały konwersji. Ciekawą funkcjonalnością jest dodawanie zakładek do filmów, bardzo użyteczne gdy chce się wrócić do określonego momentu w filmie.
E-booki
Kolejny ogromny plus należy się P10 za możliwości w zakreise odczytu plików tekstowych. Możemy otwierać pliki txt, doc i CSD. Wszystkie rodzaje plików obsługują polskie znaki. Pliki są wyświetlane jako czarny tekst na białym tle (oprócz CSD, tam tłem może być obraz). Dzięki temu wszystko jest czytelne a wzrok się nie męczy. W plikach doc widoczne są zdjęcia i formatowanie tekstu. Pliki CSD mają opcje odtwarzania dźwięków. Wszędzie możemy dodawać zakładki. Pliki doc możemy dodatkowo powiększać i obracać.
Inne opcje
Tutaj odtwarzacz niczym nie zaskakuje: zegarek, kalendarz, notatnik, dyktafon, głośniczek i opcjonalnie DMB - to wszystko. Brak tu chociażby radia i prostych gier na rysik. Odtwarzacz ma wyjście TV-Out jednak w komplecie nie było odpowiedniego kabelka i nie mogłem tego przetestować. Bardzo ciekawą funkcją jest możliwość konfiguracji menu głównego. Możemy dowolnie przesuwać, zmieniać rozmiary i kolory ikonek. Szkoda, że jest tak mało kolorów do wyboru, ale i tak można stworzyć coś fajnego
Wygoda obsługi
Tu niestety P10 zasługuje na naganę Jak już wspominałem odtwarzacz długo się uruchamia. Kolejną wadą jest krótki czas pracy. Co z tego, że odtwarzanie filmów jest znakomite, jeśli nie uda nam się obejrzeć filmu do końca? Ekran dotykowy to kolejna wada. O obsłudze palcem nie ma mowy, a prostokątny rysik kiepsko się trzyma. Niektóre elementy interfejsu są bardzo małe i ciężko w nie trafić. Twardy dysk 33GB to kolejny kiepski pomysł. Powoduje, że odtwarzacz niesamowicie się grzeje a przy odtwarzaniu muzyki często zaczyna hałasować.
Podsumowanie
iRiver P10 to odtwarzacz o ogromnych możliwościach. Nie ustrzegł się jednak błędów. Jest to jednak znakomity towarzysz dłuższych podróży (zwłaszcza gdy mamy dostęp do prądu ). Nie musimy się jednak martwić, że nie jest dostępny w Polsce, bo z łatwością można znaleźć dla niego dobrą alternatywę. Mam nadzieję, że recenzja Wam się podobała. Dzięki za uwagę!
Na koniec chciałbym serdecznie podziękować firmie Multimedia Intelligent Products za udostępnienie odtwarzacza do testów :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz